Otwarty portal wiedzy akademickiej dla kandydatów, studentów, absolwentów oraz wykładowców uczelni wyższych.

OTWARTE ZASOBY EDUKACYJNE:

Wydziały Jazzu i Muzyki Estradowej

Oceny Państwowej Komisji Akredytacyjnej

  • Akademia Muzyczna im. K. Szymanowskiego w Katowicach
    Wydział Kompozycji, Interpretacji, Edukacji i Jazzu
    Ocena: brak danych
  • Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
    Wydział Artystyczny
    Ocena: brak danych
  • Uniwersytet Zielonogórski
    Wydział Artystyczny
    Ocena: brak danych

Ukryta filozofia jazzu: Kim jest muzyk?

Dominik Burakowski
"Jazz Forum"
05.05.2008
Ukryta filozofia jazzu: Kim jest muzyk?

Od jakiegoś czasu zastanawiam się na ile uprawomocnione jest ujmowanie fenomenu muzyki jazzowej w kategoriach właściwych dla filozofii. Czy owa relacja posiada jakiś sens, a jeśli tak, co z niego wynika? Na ile muzykiem jazzowym jest ten, kto posiadł manualną, często perfekcyjną zdolność opanowania instrumentu, a na ile ten, dla którego instrument jest tylko środkiem do wyrażania z definicji niewyrażalnego muzycznego świata? I pytanie ostatnie - czy w ogóle jest sens mówienia o tym "sensie"?

Na ostatnie pytanie odpowiadam twierdząco. Zaznaczmy, że problem który tu podejmuję zasadniczo organizuje się wokół jednej fundamentalnej kwestii: k i m j e s t m u z y k?

Pozorna prostota tego pytania, odsłania jakże skomplikowany wachlarz możliwych odpowiedzi. Spróbujmy, odwołując się niejednokrotnie (celowo) do idei antycznych - wbrew wielu stanowiskom - nadal aktualnym, na to pytanie odpowiedzieć.

Zacznijmy jednak od istotnej uwagi. Niniejszy tekst, nie rości sobie pretensji do próby opisu czym jest jazz w ogóle. Nie stanowi także żadnej socjologicznej diagnozy stanu i poziomu odbioru tej muzyki. Chodzi mi bardziej o wskrzeszenie zapomnianej, przez wieki oczywistej idei dotyczącej związku muzyki z ogólnym poznaniem rzeczywistości. Poznaniem poszukującym jej niezmiennych prawideł, mówiąc krótko, poznaniem filozoficznym. Stąd też postawmy jasną deklarację, jeżeli ktoś sądzi, że świat muzyki (w tym również jazzowej) jest światem autonomicznym i samowystarczalnym, nie wymagającym odniesień do żadnej innej dziedziny, tym bardziej dziedziny filozofii (a takich głosów nie brakuje), niech dalej nie czyta. To, co zamierzam tu powiedzieć może dać takiemu czytelnikowi asumpt do zbyt szybkiego postawienia zarzutu o "przeintelektualizowanie muzyki".

Jednakże, niezależnie od współczesnego sposobu ujęcia przedmiotu muzyki, przywołam stare, dobitne platońskie określenie: "Filozofia jest największą muzyką" [Fedon, 63a]. Od tego krótkiego sformułowania zaczyna się trwająca przynajmniej do fazy schyłkowego średniowiecza epoka w której muzyka traktowana jest wprost jako dział filozofii. Przeprowadźmy w tym duchu następujące teoretyczne rozumowanie:
- istotą muzyki jest proporcja i miara,
- naturalny jest tym samym związek muzyki z matematyką,
- zakładano, że rzeczywistość jest ugruntowana na prawidłach matematycznych,
- muzyk przeto ujmuje proporcje rzeczywistego świata,
- w ten sposób muzyka staje się działem nauki o bycie - ontologii.

Owe spekulatywne rozumienie natury muzyki właściwe dla niezliczonej grupy teoretyków i kompozytorów (by wymienić tylko niektórych: Archytas, Platon, Augustyn, Boecjusz, Kasjodor, Galileusz, Kepler, Zarlino, później - Helmholtz, Lutosławski, Bartok i przede wszystkim Xenakis) zostaje przeciwstawione ujęciu muzyki w kategoriach estetycznych i wyrazowych (np. Arystoksenos, Filodemos, Camerata Florencka z Caccinim na czele, Wagner, Bergson). Warte wyszczególnienia jest tu stanowisko przedstawiciela "pierwszej grupy" Witolda Lutosławskiego (pochłoniętego notabene w latach 30. XX wieku gruntownymi studiami matematycznymi). Jedna z jego najbardziej znanych prób zdefiniowania muzyki oscyluje wobec twierdzenia, również dla wielu nie do zaakceptowania, iż muzyka ze swej istoty nie wyraża żadnych uczuć; stanowi li tylko ramy formalne, w których twórca umieszcza to, co chce powiedzieć. Iannis Xenakis z kolei na pytanie o naturę i istotę muzyki odpowiada krótko: "wszyscy jesteśmy pitagorejczykami". Dziedzictwo idei antycznych jest zatem, jak widać nie do przecenienia. Także i dziś..

Z drugiej jednak strony, jak już wspomniałem, obserwujemy rozwój orientacji o zgoła odmiennych założeniach. Dla Arystoksenosa, najwybitniejszego ucznia Arystotelesa, istotą muzyki nie są żadne matematyczne struktury, czy też ujmowalność niewyrażalnych pryncypiów, tylko wrażenie zmysłowe. Z perspektywy słuchającego najistotniejsze są tu dwie kategorie: wrażenie i pamięć. Wrażeniem ujmujemy to, co się staje (to, co słyszymy), w pamięci zaś przechowujemy to, co już się stało (to, co już usłyszeliśmy). Prostota tego stwierdzenia i trafność (jak to przeważnie w przypadku prostych stwierdzeń bywa) jest zadziwiająca. Rzeczywiście, gdy się bliżej przyjrzymy tej wypowiedzi słuchanie muzyki przypomina nieustanne, często podświadome przywoływanie zakodowanych w strukturze pamięci dźwięków (już przez nas przeżytych i zinternalizowanych) i korelację z tymi (dźwiękami), które słyszymy "tu i teraz". Dlatego też muzyka związana jest z konkretnym doświadczeniem, te zaś z kolei warunkuje określone estetyczne przeżycie. Caccini, czołowy przedstawiciel Cameraty Florenckiej idzie jeszcze dalej mówiąc krótko: "celem muzyki jest sprawianie przyjemności"

***

Biorąc pod uwagę powyższe, maksymalnie skondensowane fakty nasuwa się naturalne pytanie: który z owych dwóch kontekstów heurystycznych może stanowić podstawę do nazwania kogoś zaszczytnym mianem - muzyka? Odpowiedź na to pytanie wbrew pozorom jest prosta: kiedyś (ktoś spyta - gdzie kończy się owo kiedyś?) zdecydowanie przeważała opcja pierwsza, dziś, moim zdaniem, jest dokładnie odwrotnie. Sprecyzujmy, kategoria "kiedyś" wygasa, również moim zdaniem, dopiero na początku XX wieku. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale gdy sięgniemy do jednego z najbardziej znamienitych dzieł ilustrujących naturę muzyki, mianowicie traktatu "De institutione musica libri quinque" Boecjusza, a konkretniej do rozdziału 34 pierwszej księgi, znajdziemy rozumowanie następującego typu: dużo bardziej zaszczytne jest wiedzieć, co robi każdy praktyczny artysta, niż czynić to samemu! Wniosek płynący z tego stwierdzenia sprowadza się do przekonania, iż prawdziwa znajomość muzyki oparta jest bardziej na poznaniu zasad ją współtworzących, aniżeli na pracy wykonawcy i działaniu. Podążając dalej tym tokiem rozumowania można wywnioskować, że naukowe badanie natury muzyki, nie potrzebuje praktycznego wykonania, z drugiej jednak strony nie istnieją praktyczne wykonania, jeżeli nie są kierowane przez naukę!

Atoli muzykiem jest ten, kto po dokładnym rozważeniu zasad posiada wiedzę o muzyce nie w "służbie" praktycznego wykonania, lecz ten, kto dysponuje mocą spekulatywnego wglądu w jej ukrytą istotę. Widzimy zatem, że funkcja intelektualnego namysłu nad fenomenem muzyki jako takiej jest właściwsza dla wyrozumienia jej sensu i znaczenia, w odróżnieniu od zaktualizowanej sprawności gry na instrumencie.

Taka konstatacja, jak już wspomniałem, eliminowana z wielu względów w czasach współczesnych, wskazuje na ujmowanie muzyki w kategoriach również i pozamuzycznych. Więcej, określa paralele między stopniem ogólnego rozwoju intelektualnego muzyka, a jego sposobem gry na instrumencie! Prosty przykład - Miles Davis. Dla mnie osobiście kreacja i rozum w doskonałej postaci. Obserwując jego muzyczny rozwój, nie mogę pozbyć się wrażenia, że Jego muzyka nie była wcale "odpowiedzią" na zmieniające się tak zwane trendy i mody. To znaczy muzyka Milesa zmieniała się w takim stopniu, w jakim "zmieniał" się on sam. Dokładniej, w jakim zmieniało się Jego postrzeganie, tego, co nas otacza. Odbieram tym samym tę twórczość jako szczególną postać "ujmowania dźwiękiem świata".

Sądzę, że wspomniana relacja: rozwój intelektualny i muzyczna ekspresja jest najbardziej uwyraźniona właśnie w muzyce jazzowej. Muzyce z definicji kreatywnej, ale też "zorganizowanej wokół zasad". Muzyce odnoszącej się, jak powiedziałby J .L. Collier, do fundamentalnych kategorii - swingu i funkcji ekstatycznej. Muzyce bazującej na ogromnej sile wyobraźni, pojętej tu, jako szczególna właściwość ludzkiego rozumu. Wydaje się, że to właśnie wyobraźnia nadaje kształt ekspresji. Ergo - w procesie tworzenia odgrywa kluczową rolę.

Czy oznacza to, że rzeczona kreatywność jazzu ma swoje źródło w operacjach intelektualnych, sposobach odbierania rzeczywistości, czy też indywidualnych przeżyciach muzyka? Myślę, że tak. Powiedzieliśmy wszakże, że istnieje ścisła relacja między sposobem gry na instrumencie a tak zwanym "odczuwaniem" rzeczywistości. Gdyby tak nie było, sama manualna wirtuozeria danego muzyka predestynowałaby go do najniższej kategorii muzyków, nazywanych w tradycji myśli muzycznej jeszcze mocniej - rzemieślnikami. Jednak, chciałbym szczególnie podkreślić podążając nieco za Bergsonowskim ujęciem natury muzyki, nie chodzi tu o usilne nazywanie estetycznych przeżyć. Sądzę, że istotą tej muzyki jest właśnie ich wywoływanie, aniżeli definiowanie. Wiemy z nieodległej historii jak z tym nazewnictwem bywa. Tworzenie czysto pojęciowych kalek nakładanych w konsekwencji na jazzową twórczość wybitnych muzyków w ramach, żeby było jeszcze zabawniej; "obowiązujących paradygmatów" kończy się przeważnie, delikatnie mówiąc, nieszczęśliwie. Wystarczy przypomnieć wymowny apel wystosowany swego czasu przez Parkera i Ellingtona do tak zwanych krytyków, aby nie nazywać ich muzyki jazzem. Dużo wody musiało upłynąć, aby rzeczeni krytycy mogli zaakceptować nurt zwany Bebopem...

Banalne stwierdzenie: "jazz jest muzyką improwizowaną" ma tę jedną zaletę, że skłania do zastanowienia się czym owa improwizacja w rzeczywistości jest. Prostym schematem: temat - forma utworu - sekwencje harmoniczne? Czymś z definicji spontanicznym, ilustrującym credo danego muzyka? A może, wbrew pozorom, nie o spontaniczność tu chodzi, spontaniczność - podkreślmy - często mylnie utożsamianą z kreatywnością, tylko o przemyślane i głęboko uświadomione formy intelektualne zaktualizowane w materii dźwiękowej. Nasuwa mi się genialna intuicja pitagorejczyków dotycząca nakładania granicy na nieograniczone. Czy właśnie tym nie jest improwizacja - ograniczaniem nieograniczonego (s.c. muzycznego świata)?

Jeżeli tak, to słuchanie i wykonywanie tej jakże wysublimowanej muzyki często wymaga odniesień świata filozofii, precyzyjniej - filozofii tworzenia. Nie zawsze jednakże jest to proces świadomy, dlatego też jest ona niejako "ukryta". Nie zmienia to faktu, że nadaje kształt temu, co w jazzie rudymentarne: kreatywności i wyobraźni. Tym samym, last but not least stanowi pewnego rodzaju model służący do wszelkich prób określenia i wyjaśnienia tego, co artysta chce powiedzieć.

Dominik Burakowski

Link do http://www.wwsi.edu.pl/